• Góra, na którą się wdrapywaliśmy

    Ojciec Jan Góra OP był osobą wyjątkową, kapłanem z krwi i kości. Dla wielu ludzi – jedynym ojcem, jakiego mieli. Jednoczył wokół siebie młodych jak Jan Paweł II, do którego żywił głęboką miłość synowską. Dowiedziałem się o jego śmierci, będąc na próbie chóru. Śpiewaliśmy „Te Deum”. Do dzisiaj pamiętam, jak bardzo je kochał. Miewał szkliste od łez spojrzenie, kiedy wybrzmiewało „Tobie Panie zaufałem, nie zawstydzę się na wieki”. Nie zawstydził się. Bóg zabrał go przed swoim ołtarzem, wśród ludzi, których ukochał najbardziej. Ojca Jana poznałem w roku 2006, gdy pojechałem na wakacje zwane Zlotem Orląt. Spędziłem niesamowite 2 tygodnie, śpiąc pod namiotem, słuchając jego kazań, czytając i modląc się wspólnie.…