• Miejże dla siebie miłosierdzie

    Carpe diem. Najbardziej znienawidzona przeze mnie sentencja. Nie wyrażająca nic, banalna, uboga. Jedyny sens miała na licealnych lekcjach języka polskiego przy okazji wspominania epikurejczyków. Czyli krótko mówiąc martwe słowa. Dziś jest dla mnie oznaką dojrzałości. I choć sama w sobie wciąż silnie kojarzy się z wytatuowanymi przedramieniem osiedlowego gangstera, to przecież chwytanie każdej chwili jest tym czego nie potrafimy robić do samej śmierci. A życie polega właśnie na tym, by je przeżyć. Pisałem już o tym przy okazji powielania martwych wspomnień na naszych tabletach i telefonach. To było preludium do tego co wiem dzisiaj. Lata pielęgnowania własnych nieszczęść i obserwowania cudzych uświadomiły mi, że cierpią ludzie nie pogodzeni ze sobą.…