non.fiction

Nie wystarczy nienawidzić, trzeba umieć kochać

Eliminacja nienawiści bardzo nam pomoże, ale nie załatwi wszystkiego. Potrzebujemy jeszcze czegoś.

Zwróciłem wczoraj uwagę na coś, co być może w emocjach jest trudne do przyjęcia nawet dla mnie. Czytałem sporo materiałów o tym, kim był sprawca. Nie szukałem ich, media poświęciły mu dość symbolicznie drugi dzień tej tragedii. Żałoba trwa, ale ludzie chcą też zrozumieć. Albo też i wyprzeć pewne rzeczy. Dla jednych była to bowiem okazja do powiedzenia: „to był przypadkowy chory człowiek” – i tym samym oczyszczali się z poczucia winy za nienawiść, która sączy się od wielu lat i do której każdy z nas w jakimś wymiarze przyłożył rękę. Drudzy powtarzali wyłącznie: „mowa nienawiści”, jako winnych wskazując głównie „tych drugich” – tym samym nie brali pod uwagę, że sprawca nie był przypadkiem, ale częścią społeczeństwa, które zbudowaliśmy. 

Kim był sprawca wg sąsiadów? Podobno chłopakiem z dobrej rodziny, w której się nie piło i nie awanturowało, miał lubianych rodziców i w miarę spokojne rodzeństwo. Lubił pograć w Tibię, chodził na protesty przeciwko ACTA i był raczej otwarty, jak kogoś poznawał. Ale lubił też od dziecka przyłożyć, a im był starszy, tym poważniej się to kończyło. Chciał mieć pieniądze, na które nie zapracował, i żyć ponad stan, czyli tak jak inni. „Czarna owca” – mówił jeden z sąsiadów. 

Niedzielny wieczór to trzy ogromne tragedie. Po pierwsze śp. Pawła Adamowicza i jego bliskich; po drugie sprawcy i jego rodziny; a po trzecie nas wszystkich.

Myślę sobie, że eliminacja języka pełnego nienawiści to pierwsze i najpilniejsze zadanie na teraz. Ale równie ważne jest, czym tę pustkę po nienawiści (czy też zwyczajnej niechęci) zapełnimy w relacjach. A powinniśmy zapełnić wrażliwością, czułością, uważnością, zaufaniem, zrozumieniem i solidarnością – przez małe s. 

Sprawca wychował się w tej samej Polsce, oglądając tę samą telewizję, czytając te same gazety i portale. Nie wypadł sroce spod ogona, nie pojawił się tutaj nagle z zupełnie obcej cywilizacji. Karmił się tym samym świństwem co my wszyscy, tylko był słabszy. I tu jest klucz. Był słabszy. Przez lata widziało to wiele osób, ale nikt prawdopodobnie w porę nie zareagował. Społeczeństwa nie budują tylko herosi, ale też ci, którzy z jakichś powodów są nieprzystosowani do życia w nim. 

Co możemy zrobić? Uwrażliwić się na siebie. Nie tylko moja przestrzeń, nie tylko prawa osobiste, wolność osobista – ale przede wszystkim poczucie solidarności i wspólnoty. Że jak jest obok ktoś słabszy, kto ma ogromne problemy, kto przemocą i agresją odpowiada na rzeczywistość, która go przerasta; to może trzeba mu pomóc, warto mu pomóc. Zwrócić na niego uwagę i jakoś docierać, asymilować i pomagać mu odkrywać, kim jest. I nie czekać aż zrobi to za nas ktoś inny, bo na poziomie tej podstawowej asymilacji w społeczeństwie każdy z nas ma coś do zrobienia dla drugich i nie musi od razu wchodzić w rolę rodziców lub opiekunów prawnych. Każdy może okazać troskę i zainteresować się tym słabszym.

Zastępca prezydenta Adamowicza odnalazł dzisiaj matkę jego zabójcy. Napisał po tym spotkaniu wzruszające słowa:

„Jestem po spotkaniu z mamą sprawcy. Miasto zaoferowało pomoc rodzinie. Oni też przeżywają swój dramat, są zszokowani i zdruzgotani, łączą się w bólu z najbliższymi Prezydenta oraz gdańszczankami i gdańszczanami. Prosimy, by tak jak zawsze życzył sobie tego nasz Prezydent objąć wszystkie ofiary tej tragedii modlitwą, opieką i wsparciem. Nie może być naszej zgody na hejt, przemoc oraz słowa, które ranią i zabijają…”

To my jesteśmy pierwszymi, którzy mogą zareagować, gdy obok dzieje się krzywda. Siostra Chmielewska na pytanie o pomoc doraźną, odpowiedziała kiedyś tak: 

„Nie mogą nędzarze i głodni czekać, aż my zmienimy systemy. Człowiek jest głodny tu i teraz, nie ma gdzie spać tu i teraz. Zmieniając jego sytuację, zmieniamy świat. Chrystus utożsamia się z konkretnym człowiekiem, nie z systemem”. 

Deficyt wrażliwości jest gorszy od dziury budżetowej i kulawej polityki społecznej. 

Tego o czym piszę, sam doświadczyłem. Miałem depresję i nie wiem, jak by się to potoczyło, gdybym został z tym sam. Daleko od rodziny, układając w Krakowie życie samemu z mniejszymi lub większymi porażkami. Na szczęście byli obok ludzie, którzy zwrócili na to uwagę, zanim jeszcze ja zdałem sobie sprawę z moich problemów. I pomogli, co momentami nie było ani proste, ani przyjemne. Pomogli, choć dla wielu z nich byłem obcy.

Szymon Hołownia w rozmowie Onet RANO powiedział po tej tragedii:

„To nie jest grzech, że mamy różne poglądy. Grzechem jest to, że my po wyrażeniu tych różnych poglądów nie potrafimy iść na herbatę. Kryterium herbaty jest tym, czego dzisiaj Polska potrzebuje. Nie zbawców, nie mesjaszy, nie narodowych zrywów, ruchów – bo my to już wszystko przerabialiśmy. Żeby to był znowu kraj, w którym ludzie będą się lubili, a nie miłowali, a nie razem kroczyli, a nie razem czynili, a nie razem zbawiali”. 

I ja się tak bardzo z tym zgadzam. Tej podstawowej wrażliwości nam trzeba.

Dziennikarz, publicysta i wydawca portalu DEON.pl. Autor Wydawnictwa WAM ("Po tej stronie nieba. Młodzi święci"). Bloger i grafik.

2 komentarze

  • Barbara

    Dziękuję za pokrzepienie serca, za mądre spojrzenie na rzeczywistość, za trzeźwy dystans. Jednocześnie dziękuję za troskę o nas jako społeczeństwo. Dokąd idziemy nie myśląc, podążając za instynktem. Dlaczego tamci są winni? Zawsze musi być ktoś winny. Co czeka na nas za rogiem, jaka przyszłość, jak mamy budować i na czym? Kiedy tolerancja doczeka się by wyjść na ulice i kiedy kultura, szacunek do drugiego człowieka będą znôw normą. Standardy… musimy zbudować je od nowa. I wtedy „tamci” nie będą mieli wyjścia. Serdecznie pozdrawiam. Czy bywa Pan w Warszawie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.