piszę

Pies, po którym ktoś będzie płakał

Od kilku dni mijam ich na Plantach. Pani zazwyczaj w ciemnozielonej kurtce i czarnych spodniach. Włosy krótkie, ciemne; twarz jasna i pociągła. Jej towarzysz natomiast przy pierwszym spotkaniu budzi grozę. Jest stary, a kasztanowo rude futro przecinają zdecydowanie siwe włosy, jakby go szron obsypał igłami. Z trudem chodzi i chwyta rzeczywistość. Podskakuje na sztywnych łapach lekko zgarbiony. Gdybym spotkał go samego – bez niej – pomyślałbym pewnie, że jest chory. Pewna matka pod Barbakanem przestrzegła swoją córkę: „uważaj na pieska, ma chyba wściekliznę”.

Pani i jej pies są nierozłączni. Mają w sobie coś takiego, co nie pozwala mi oderwać od nich wzorku i przestać się uśmiechać choćby kątem ust. Może nawet wyglądam głupio, patrząc na nich tak natrętnie, ale gdy mnie mijają, chcę zostać jeszcze przez chwilę na ławce.

Co mnie zatrzymuje? Czułość. Troska z jaką ona patrzy na każdy jego nieporadny krok. Uśmiecha się do niego, choć jego twarz jest jak kamień, nie znajdziecie na niej już żadnych emocji, ani nawet błysku w oku; są szare, matowe, wydają się martwe. Ona co jakiś czas podchodzi i go poklepuje, jakby przez dotyk chciała mu przekazać to wszystko, czego już pewnie nie usłyszy.

Być może nadaję mu zbyt dużo ludzkich cech, ale żebyście mogli zobaczyć, jak on patrzy w dal. Naprawdę daleko przed siebie; nie pod nogi, nie skupia się na tym, co jeszcze mógłby zrobić, przekopać, złapać. Patrzy, jakby czekał na spotkanie. Tym się różni od młodzieży swojego gatunku, która jeszcze ma tyle do zrobienia wokół siebie. On czeka. Jest w tym wieku, że interesuje go już tylko to, co ważne, czyli na przykład ciepły wiatr. Gdy go łapie przystaje i zamyka oczy. Nie uwierzyłbym w to, gdybym tego nie widział.

Nie będę pisał, że starości nie trzeba się bać, bo będę brzmiał jak irytujący telemarketer, który wciska ofertę, której sam nie kupuje. Nie powiem, że nic nam nie jest dane na zawsze, więc niczego nam starość nie odbiera. Że daje możliwość patrzenia na świat zupełnie inaczej, bez ambicji posiadania go. Bo to brzmi jak żart, gdy widzisz, że rządzą nim faceci przed 70, których interesuje tylko wytyczanie nowych granic swojego imperium. Rujnujemy świat, odbierając go innym, w imię odwiecznego prawa do posiadania. To prawo silniejszego, które lubimy podszywać słowami z Księgi Rodzaju. A może o to chodzi, że dobiegając setki wciąż próbujemy być młodzi? Nawet wtedy, kiedy ciało nie dogania już ambicji. Świat przyrody współpracuje z czasem, my z nim walczymy. Starość jak każdy inny etap ma prawo się nie udać. To, że matryca była pomyślana inaczej, nie znaczy, że odlew będzie doskonały. A jednak dostajemy ostatnią szansę, żeby zobaczyć to, co przegapialiśmy. Na przykład ciepły majowy wiatr. Komuś, kto od urodzenia tylko jakoś znosił życie, trudno będzie zacząć po prostu żyć przed śmiercią.

Wiele jest zła na ziemi, ale temu psu się poszczęściło. Wygrał na loterii. Nie umrze sam. Wciąż ma dla kogoś wartość. Nie znam ich historii, czy przeżyli razem dekady, czy spotkali się na ostatniej prostej w schronisku i wzięła go z litości. Trudno powiedzieć, czy on odwzajemnia w ogóle jej troskę i uczucia. Jedną nogą jest już w innym świecie. Nie wygląda na psa, który chciałby jeszcze za czymś gonić. Sprawia wrażenie pogodzonego, jakby miał świadomość przemijania, choć to tylko zwierzę. Jakby życie przeżył na miarę swoich możliwości, że nie potrzebuje już żadnej wisienki na torcie. Można się od niego tej dostojności uczyć.

Ostatnio internet obiegła informacja, że Grumpy Cat nie żyje. „Internet płacze” – krzyczały nagłówki. Może rzeczywiście ktoś po nim zapłakał, może właściciel; albo gromada dzieci, które udostępniały memy ze zrzędzącym kotem, choć są jeszcze zbyt młode, by zrozumieć sarkazm. Widziały w nim śmiesznego zwierzaczka. Po psie, którego spotykam na Plantach ktoś na pewno zapłacze. Może nawet ja, kiedy któregoś dnia spotkam jego właścicielkę, która idzie już sama.

 

Dziennikarz, publicysta i wydawca portalu DEON.pl. Autor Wydawnictwa WAM ("Po tej stronie nieba. Młodzi święci"). Bloger i grafik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.